Na europejskich szlakach
jesień w pełni. Deszcz pada od Odry po Pireneje i od Bałtyku po
Alpy. Za Odrą śnieg, za Pirenejami wdzierająca się w kości mgła. Bez turystów zrobiło się na drogach luźniej. Niewiele, ale jednak luźniej.
Uff, blog przeniesiony. Kosztowało mnie to sporo pracy, więc i nowe treści zaniedbane. Ale jest po otwarciu, można pisać. Szczególnie, że temat, jaki wywołał tom jest ciekawy i dosyć mi bliski. Czytałem go z zaciekawieniem i przypominałem sobie własne campingi w Europie, ale ja zazwyczaj spałem w dosyć niestandardowych warunkach. Weźmy np. dwutygodniowe biwakowanie w Kolonii (Niemcy), gdzie byłem dawno temu wolontariuszem przy Światowych Dniach Młodzieży (to ta impreza na którą przyjeżdża papież i miliony ludzi z całego świata). Spałem z tysiącem podobnych sobie ludzi w namiocie.
Przy każdym namiocie gitara, do niej piwo z rumem, rum z cofolą, fernet z colą, jagermister z piwem i co tam jeszcze Czechowi przyjdzie do głowy, by celebrować swą narodową religię piwno – rumową i dobrze się nachlać. Chcesz poznać naród – jedź na jego camping.
Praktyczny poradnik jak tanio, aktywnie poznać w tydzień litewskie miasta, wsie i lasy.
Cel: Tygodniowa, dwuosobowa wycieczka po Litwie i Łotwie według trasy: Suwałki – Wilno – Poniewież – Ryga – Szawle – Kowno – Suwałki (około 900 km). Termin: druga połowa września. Środek transportu: rower. Wyżywienie we własnym zakresie. Noclegi na dziko. Koszt: z zakupem rowerów i sprzętu biwakowego 500 złotych od osoby.
Efekt: W określonych założeniach udało się pokonać znacznie krótszą trasę (Suwałki –Troki – Wilno – Kowno – Mariampol – Suwałki (około 500 km).
Zanim trafiliśmy do Bogacs, odwiedziliśmy cztery stolice krajów Środkowej Europy. Praga, Wiedeń, Bratysława, Budapeszt. Myślę, jak to opisać i czuję, że nie potrafię. Potrafię napisać coś o Budapeszcie – owszem – ale nie mam pomysłu, jak opisać pozostałe trzy. Czy porównywać? A jeśli tak, to jak? Może do polskich miast? Bratysława – proste: gdyby nie Dunaj, byłyby Katowice.
Przebywam na wakacjach w węgierskim kurorcie. Może kurort to słowo trochę na wyrost: Bogacs przypomina mi nasze nadmorskie Łazy, Gąski, albo Wisełkę: warzywa, piłki, balony, piwo, szybkie obiady, jedna porządna restauracja, jedna kawiarnia. Drżałem na myśl, że znalazłem się w miejscu, gdzie węgierska kuchnia będzie równie niedostępna jak w Polsce, że przez cztery dni będę jeść schabowe, frytki i hamburgery.
Arany Janos utca – pisane bez węgierskich znaków – stacja metra, na której jutro wysiądziemy. Czuję, że to Budapeszt – choć na razie znam jedynie centrum handlowe na końcu niebieskiej linii metra i hotel – będzie najważniejszym punktem naszej wyprawy.