Na europejskich szlakach
jesień w pełni. Deszcz pada od Odry po Pireneje i od Bałtyku po
Alpy. Za Odrą śnieg, za Pirenejami wdzierająca się w kości mgła. Bez turystów zrobiło się na drogach luźniej. Niewiele, ale jednak luźniej.
Nie jeżdżę już autostopem. Za stary jestem, zabiegany, a to wymaga czasu. Ale zawsze zabieram stopowiczów. Szkoda, że na zachodzie Europy to już gatunek wymarły. Jak każdy jeździ swoim autem, stać go na zatankowanie to i w nosie ma sterczenie na wylotówkach i stacjach benzynowych w poszukiwaniu okazji. Jechałem niedawno niemiecką jedynką. Był poniedziałek, okolice południa. Akurat musiał skończyć się jakiś festiwal bo autostradą sunęły setki aut wypełnionych festiwalowiczami. Sami młodzi, zadowoleni ludzie. Rejestracje niemieckie, belgijskie, francuskie, holenderskie.
Święte słowa! Polacy wciąż patrzą na Zachód tak, jak słusznie robili to w minionej epoce: my tu mamy syf, złe drogi, obskurne miasta, zapadłe, śmierdzące wsie i w ogóle wstyd mówić. A tam raj! Może było tak jeszcze 20 lat temu, ale zmieniło się to niewyobrażalnie. Jako dzieciak wracałem z Francji po dłuższym tam pobycie. Był rok 88, może 90. Świt zastał nas tuż przed czesko – polską granicą w Nachodzie.
Słowenii nie pamiętam. Mijałem ją lata temu w drodze do Chorwacji. Zaraz po wojnie. Pod Zagrzebiem wzdłuż drogi ciągnęły się kolumny wojsk. Na wybrzeżu nic się nie działo, a mieściny zamienione dziś w turystyczne molochy do wyciągania kasy były leniwymi rybackimi dziurami. Podły camping, spożywczak z dwoma gatunkami piwa, targ z absurdalnie niskimi cenami ryb.
Jest pierwsza w nocy. Docieram do Gorizii/Novej Goricy. To na granicy włosko-słoweńskiej. Jadę na Węgry, więc tak mi wypadło. Słowenia jest mała, więc nie powinno mi zająć przejechanie jej więcej niż 4 godziny – myślałem wówczas. Nie wiedziałem jeszcze, że o 1 w nocy w Słowenii wszystkie stacje benzynowe i inne punkty gdzie mógłbym kupić winietę są nieczynne. Paliwo w baku również nie pozwoli mi opuścić tego kraju, w którym 99 proc. stacji paliw pracuje w godzinach 6-22.
Portal bankier pe el opublikował dziś artykuł, dotyczący bezpieczeństwa na drogach w Polsce i pozostałych krajach Europy. Nasza kultura i bezpieczeństwo jazdy wypada, w porównaniu, zatrważająco: mamy najwyższy współczynnik ofiar śmiertelnych: 109 osób na każdy milion mieszkańców. Najbezpieczniejsza: Wielka Brytania, współczynnik ten ma równy 32...
No więc zostałem kierowcą ciężarówki. Tylko na dwa tygodnie. Ale byłem. Miałem. Mały, trzyipółtonowy renault, z kabiną do spania. 9800 km. Polska, Anglia, Włochy, Węgry, Francja, Niemcy, Czechy. 14 dni. A po drodze dziesiątki ludzi, tysiące zarejestrowanych wzrokiem widoków, rozmowy, smaki.
Po dłuższej obecności na Węgrzech stwierdzam, że jednak w tym kraju więcej, poza językiem, znajduję różnic z polskością. Do szukania (jak w dziecięcej zgadywance: "znajdź 5 różnic") natchnęły mnie odwiedziny kościoła w węgierskiej wiosce. Jasne jest, że w czasie globalizacji wiele rzeczy będzie takich samych: asfaltowa nawierzchnia ulicy, miary, marki ubrań, supermarketów, samochodów. Różnice zaczyna być widać w sferze sacrum.